14 sierpnia 2022

Słów kilka o uczuciach i emocjach z perspektywy wysoko wrażliwej osoby

 ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI

 © Copyright by MilaM

Słów kilka o uczuciach i emocjach. Z perspektywy WWO (wysoko wrażliwej osoby). 

Tak się ułożyło w moim życiu, że urodziłam się wrażliwsza w niezbyt wrażliwej rodzinie. Mocniej odbierałam bodźce z otoczenia, byłam bardziej nerwowa i sporo płakałam. Już w dzieciństwie przytłaczał mnie świat. Łatwo było mnie zranić, niektórzy się na mnie wyżywali, bo przyjmowałam wszystko do siebie i chłonęłam emocje innych jak gąbka. A w domu na mnie krzyczeli, upominali, właściwie wszystko robiłam źle, chyba nawet bezdźwięczny świst mojego oddechu im przeszkadzał. Najlepiej czułam się sama w swoim świecie, chowałam się pod stołem, gdzieś daleko od spojrzeń ludzi i znikałam. Udawałam się do świata swoich marzeń, w którym wszyscy są dla siebie mili i uprzejmi, nikt nikogo nie rani, wszyscy są równi i sprawiedliwi. 

Byłam wybrakowana, inna niż wszyscy, dlatego nikt mnie nie chciał. Ci, którzy się ze mną zadawali zwykle później mnie wykorzystywali. Boleśnie. Za emocje i uczucia byłam karana i upominana. Słyszałam tylko, że przesadzam, wymyślam, reaguję jak ciapa, jestem słaba i sobie nie radzę. Jak płakałam, to na mnie krzyczano, że znowu się mażę. Ogólnie nikt mnie nie chciał słuchać. Rozmawiałam z pluszakami, moimi jedynymi przyjaciółmi. Im bardziej byłam odrzucana przez środowisko, tym więcej płakałam. Zupełnie nie pasowałam do świata. Nie należałam do niego. Myślałam, że kiedy dorosnę to ta wrażliwość mi minie. 

Dorosłam, a wysoka wrażliwość pozostała we mnie. Była dla mnie brzemieniem, ciężarem. Chorowałam na depresję. To było oczywiste, że osamotniona i odrzucona przez otoczenie musiałam odchorować wieloletnie okropności jakich doświadczałam. W dodatku wstydziłam się tego, że nie wyrastam z wrażliwości, bałam się, że taka zostanę i nikt mnie nie polubi. A to pogłębiało moje stany depresyjne.

We wczesnej dorosłości poznałam Jego, początkowo bratnią duszę, a z czasem mojego emocjonalnego kata. Po raz pierwszy spotkałam kogoś, kto mnie rozumiał, słuchał i wydawał się podobny do mnie. Był dla mnie taki dobry, kochany, czuły i wyrozumiały. Poczułam, że żyję. Czułam, że to się dzieje za szybko i zbyt intensywnie, ale nie chciałam stracić życiowej szansy na miłość. Wiesz, jak to jest, jak przez całe życie nie usłyszysz nawet raz, że Cię ktoś kocha, że jesteś ważna i nagle On te słowa wypowiada… „Kocham Cię. Jesteś moją bratnią duszą”. Nie chcesz tego stracić. Całe życie na to czekasz, nie możesz się zatrzymać, cofnąć, zacząć się wahać. O nie, ktoś mówi, że Cię kocha, więc jesteś już cała tylko dla niego.

Ale później… znasz tę historię. On nie był bratnią duszą, tylko narcyzem psychopatą, sadystą, który werbalnie, emocjonalnie i psychicznie się nade mną znęcał. Zero empatii, puste lodowate spojrzenie. Umierałam, umierałam, aż umarłam. Wtedy mnie zdegradował, porzucił. Chorowałam na depresję i nie wykazywałam potencjału do życia. Myśli samobójcze, brak chęci życia i antydepresanty, które nie pomagały poczuć się lepiej. Przekreślił mnie, bo wyssał ze mnie całą energię i nie było szans, żebym wyprodukowała nową. A on żywił się moją energią. 

Chcę się z Tobą podzielić tym, co wtedy czułam. A czułam intensywnie, ta ilość odczuć mnie przerastała, aż mieszało mi się w głowie. To było dla mnie za dużo. Zaczęła się odtwarzać trauma z dzieciństwa. Psychopartner mówił mi, że przesadzam, wymyślam, jestem przewrażliwiona… a ja już to słyszałam w dzieciństwie. Zaczął to powtarzać, a ja wtedy czułam, że jestem beznadziejna, bo przecież on mnie pokochał, a później zaczęłam go denerwować swoim byciem, swoją osobowością, sobą. Nie chciałam stracić jego miłości, dlatego dostosowywałam się, a nawet dopasowywałam do jego wizji. Wszystko, żeby mnie kochał. Na próżno… im bardziej mu ulegałam, tym bardziej mnie krzywdził, tym mocniej cierpiałam. W ten sposób nasilało się przywiązanie i tzw. syndrom sztokholmski. To był cykl, w którym był dla mnie DOBRY przez jakiś czas, co wzbudzało we mnie spokój i złudne poczucie bezpieczeństwa, a za jakiś czas znowu był ZŁY, co wytrącało mnie z równowagi i nasilało lęk. Tak się uzależniłam. Przyjmowałam wszystko co mi dawał, raz pozytywne emocje, raz negatywne. Skok adrenaliny, później jej nagły spadek. Jako że byłam emocjonalnie wygłodzona wystarczały mi ochłapy rzucane od czasu do czasu w formie nic nie znaczących słów, które mnie na chwilę uspokajały. 

Po wielkim finale i porzuceniu umierałam. Psychicznie już byłam martwa, czekałam na fizyczną śmierć. Przeciążona emocjami i lękami przestałam umieć żyć. Jednocześnie coś głęboko we mnie pragnęło żyć i próbowało mnie wyciągnąć na powierzchnię. Tyle, że byłam na dnie i to coś nie było w stanie wtedy mnie unieść. To coś jednak próbowało. Na przykład głodziłam się i nie piłam z jednej strony, żeby umrzeć, a z drugiej żeby trafić do szpitala, żeby tam ktoś się mną wreszcie zaopiekował. Jednocześnie się tego wstydziłam. Pragnęłam być kochana, i właściwie tyle. 

Zazdrościłam tym, którzy byli kochani. Łzy napływały mi do oczu, gdy widziałam jak ktoś kogoś przytula, całuje, pociesza. Bolało mnie, że coś tak oczywistego, podstawowego, co ma każdy wokół, omijało mnie. Nie rozumiałam dlaczego. Nic nikomu nie zrobiłam, byłam dobrym człowiekiem, a jednak nie było mi dane być kochaną. 

Wiesz, tak już jest, że dzieci porzucone, te nieotoczone odpowiednią opieką, bez poczucia bezpieczeństwa, wychowujące się samotnie, z dysfunkcyjnych czy alkoholowych rodzin noszą w sobie traumę. Niektórzy w milczeniu, inni to z siebie wyrzucają, ale ta trauma zostaje dopóty, dopóki się jej prawidłowo nie przepracuje. Bez względu na typ osobowości i stopień empatii czy wrażliwości trauma jest głęboko w człowieku, w otchłaniach podświadomości. Na co dzień tam sobie siedzi w ciszy, ale w trudnych życiowych sytuacjach wychodzi na światło dzienne i zadaje wielki emocjonalny ból. Przypomina, że nikt nie kocha, nikt nie chce, a to naprawdę boli. Nie można tego w sobie zakopać. Odkopie się samo w najmniej oczekiwanym momencie. Nie można tego w sobie udusić, bo i tak się wyrwie. Im bardziej się chce to uciszyć, tym bardziej ta trauma się uaktywnia. Trzeba jej stawić czoło i przepracować. Odtwarzać traumę pod opieką terapeuty, obserwować co się z nami dzieje, co wywołuje w nas ból, a później nad tym pracować. A sposób pracy jest bardzo indywidualny, każdy człowiek ma swój. Właśnie dlatego nie da się tego opisać w dwóch zdaniach i gotowe. 

Masz prawo czuć. Nawet powiem więcej – czuj! Nie zbieraj w sobie emocji i nie próbuj ich zamiatać pod dywan. Problemy same się nie rozwiążą, nikt inny za nas ich nie rozwiąże. Trzeba je – jak to się mówi – brać na klatę. Czasem trzeba to robić z pomocą terapeuty. Są też szczęśliwcy, którzy mają wsparcie w rodzinie albo przyjaciół. Mało kto rozumie drugiego człowieka, empatia to dar, takich ludzi trzeba doceniać. Nie musisz się wstydzić swoich uczuć. Możesz się rozgniewać, krzyczeć, płakać. Nie ma w tym nic złego. Uważam, że trzeba oczyszczać się z emocji, na przykład poprzez łzy. Ale wiesz co? Dzięki kilkuletniej ciężkiej pracy nad sobą przepracowałam swoje traumy, lęki i deficyty, poznałam siebie i zrozumiałam. Zrozumiałam, że to nie moja wina, że nie byłam akceptowana taka jestem. Nie jestem wybrakowana jak mi się wydawało. Jestem w porządku, fajna babka ze mnie. Nie mam też pretensji do osób, które nie dały mi miłości i które kazały mi nie być sobą. Oczyściłam się z bólu i negatywnych uczuć. Znalazłam swój sposób na bycie szczęśliwą, bardzo prosty, niewiele oczekuję od życia, a miłością obdarzam siebie sama. Żyjąc w ten sposób, nie mam powodów do płaczu, nie mam z czego się oczyszczać. Oczywiście mam gorsze chwile, ale też inaczej sobie z nimi radzę, zdrowo i z pozytywnym nastawieniem. Nie wpadam w lęk i strach, że jestem beznadziejna, niewystarczająca, za gruba, za chuda, za stara, za młoda, za głupia – już nie. Nie boję się panicznie, że nie będę kochana. Akceptuję siebie. Gdy przychodzą trudne chwile, działam spokojnie i mam wobec siebie dużo zrozumienia. Uważam to za mój życiowy sukces. 

6 lipca 2022

Nie chodzi o Ciebie, czyli jak postrzega Cię narcyz psychopata

ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI

 © Copyright by MilaM


W tym wszystkim nie chodzi o Ciebie. Nie jesteś winna/y, nie zasłużyłaś/eś sobie na to, nie jesteś naiwna/y. Być może uświadomienie sobie tego, jak widzi Cię narcyz psychopata przyniesie coś w rodzaju ulgi. A jeśli nie, to przynajmniej akceptację i zrozumienie, że każdy na Twoim miejscu byłby potraktowany tak samo.

Narcyzowi psychopacie nie chodzi o Ciebie jako człowieka. Początkowo, gdy się poznajecie on widzi w Tobie „tę jedyną / tego jedynego”, jednak nie widzi Cię jako podmiotu, lecz jako przedłużenie siebie. Stajesz się obiektem idealizowania, uwielbiania, admirowania, ponieważ narcyz dostrzega w Tobie siebie. Jesteś jak lustro, w którym się przegląda, a że patrzysz na niego z uwielbieniem i zachwytem, to takie odbicie w Twoich oczach bardzo mu się podoba. Bombardowanie miłością, pomimo że sprawia wrażenie intensywnego uczucia, nie ma nic wspólnego z miłością. Ofiara narcyza psychopaty daje się wciągnąć w świat wyobrażeń narcystycznych, w których wszystko jest fikcją. Tam narcyz może być kim chce, jaki chce i wraz z Tobą może żyć w oderwaniu od rzeczywistości, która go rozczarowuje. Jednak ten idealny stan nie trwa długo, ponieważ narcyz zaczyna widzieć w Tobie wady i bycie ludzką/im, więc prędzej czy później pora wrócić do rzeczywistości. 


Po zakończeniu fazy idealizacji następuje dewaluacja, w której także nie chodzi o Ciebie. Narcyz zaczyna krytykować, stosuje agresję słowną, psychiczną, emocjonalną, to co wcześniej zachwalał w Tobie, czyli swojej bratniej duszy, teraz zaczyna go drażnić. Ofiara wtedy szuka winy w sobie, chce ratować związek – można powiedzieć, że wije się i plącze w pajęczynie, czego nie jest nawet świadoma. Wpasowuje się w narcystyczną grę. Tylko że nie chodzi o Ciebie, ponieważ dewaluacja jest nieuniknioną fazą cyklu narcystycznego, dlatego nawet najbardziej uległa, kochająca, empatyczna, szlachetna osoba będzie przez narcyza umniejszana. Wynika to z jego poczucia zagrożenia i obawy przed utratą kontroli. Narcyz jest niezdolny do miłości, więzi i bliskości, więc w jego głowie związek i ogólnie rzeczywistość wygląda inaczej. Jemu zawsze w pewnym momencie będzie za mało, zacznie odczuwać nudę i nie da się tego powstrzymać. W naturalny dla siebie sposób zacznie dewaluować partnera/partnerkę, to znaczy krytykować, umniejszać jej wartość, podkopywać pewność siebie, odbierać radość życia, obrażać – będzie stosował przemoc, co dla ofiary oznacza cierpienie, a dla narcyza sposób w jaki broni siebie przed zależnością, która naturalnie wynika ze związku. 


Gdy dochodzi do degradacji, czyli odrzucenia bądź porzucenia, wtedy też nie chodzi o Ciebie. Każdy partner narcyza psychopaty jest przez niego traktowany jak źródło energii, jest dla niego paliwem. Z tym że jeżeli partnerowi zaczyna się wyczerpywać jego własna energia – co jest naturalne, gdy jest się ofiarą przemocy narcystycznej czy psychopatycznej – w oczach narcyza psychopaty zaczyna tracić wartość i przydatność, co skłania go do poszukiwania nowych zasobów energetycznych. 


W tym wszystkim naprawdę nie chodzi o Ciebie. Nie chodzi o Twoje cechy, osobowość, charakter, sposób bycia. Nie szukaj winy w sobie. W relacji z zaburzonym człowiekiem nie można pozwolić na to, by uwierzyć, że to wszystko Twoja wina. Zaburzona osoba projektuje swoje cechy na partnera. Tak postępuje wobec każdego i w jego związku to na pewno nastąpi. Rozczarowujesz go, ale nie dlatego, że jesteś jaka/i jesteś, tylko dlatego, że on ma takie mechanizmy jako osoba zaburzona. Bez względu na to jak silną masz osobowością, jak wielką odporność, jak bardzo się starasz, i tak będziesz rozczarowaniem, bo jesteś rzeczywistą postacią, a nie tą wykreowaną w głowie narcyza. 

9 kwietnia 2022

Przemoc: rodzaje, cykl przemocy, toksyna

ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI

 © Copyright by MilaM


Uważam, że przemoc nie jest rzadkim zjawiskiem. Widziałam przemoc w wielu miejscach, wśród osób bliższych i dalszych, w dzieciństwie i dorosłości, a później sama jej doświadczyłam, i to w formie bezdusznej. Przemoc zauważałam i nadal zauważam bez względu na wiek, płeć, status społeczny czy materialny. W domach biednych i bogatych, wszędzie na tej samej zasadzie, opartej na cyklu przemocy: idealizacja, dewaluacja, degradacja. Manipulacja, wykorzystywanie, egoizm.

Przemoc jest wtedy, gdy jedna osoba traktuje drugą osobę bez poszanowania jej godności. Gdy jedna strona próbuje umniejszyć wartość drugiej strony. Przemoc może przybierać różne formy:
- przemoc fizyczna (np. uszkodzenie ciała, bicie)
- przemoc psychiczna (np. doprowadzanie do choroby psychicznej, umniejszanie wartości)
- przemoc emocjonalna (np. nie okazywanie uczuć, odcinanie od emocji)
- przemoc werbalna (słowna) (np. obrażanie, wyzywanie)
- przemoc ekonomiczna (np. odcinanie od pieniędzy)
- przemoc seksualna (np. gwałt, molestowanie)

Cykl przemocy składa się z trzech głównych faz:
- idealizacja (na początku jest jak w bajce, idealnie)
- dewaluacja (zachowania przemocowe zaczynają się pojawiać i przeplatać z zachowaniami zdrowymi)
- degradacja (odrzucenie, porzucenie)

Nikt nas tego nie uczy, nie uświadamia, nie uprzedza. Mało tego, często reagowanie jest nieprawidłowe albo w ogóle się nie reaguje. Poprzez brak reakcji mam na myśli to, że otoczenie udaje, że nie widzi, co się dzieje. Nieprawidłowe reagowanie jest wtedy, gdy otoczenie reaguje niestosownie np. przecież on nie jest taki zły, wcale Cię tak mocno nie uderzył, trzeba było go nie denerwować, sama go sprowokowałaś, nie możesz zostawić rodziny itp.

ZMIANA SPOSOBU MYŚLENIA. ZMIANA MENTALNOŚCI. 
Bez tego nie można ruszyć. Tutaj mam na myśli sposób myślenia osoby, która jest ofiarą przemocy, a także jej otoczenia (rodziny, bliskich, znajomych). Bardzo trudno jest zmienić sposób myślenia, to jest proces, trwający czasem lata. Z tym że warto próbować dla własnego dobra. Kilka przykładów:
- Kobieta powinna być przy mężu na dobre i na złe. Błąd. W przypadku przemocy to nie jest zasadne stwierdzenie. Często rodzina próbuje namawiać kobietę, żeby nie zostawiała męża, żeby nie rozbijała rodziny, żeby dała mu drugą szansę i wybaczyła. Tylko że to bardzo toksyczne i egoistyczne zachowania. Kiedy ofiara przemocy nie wie co zrobić, jaką podjąć decyzję, jest w rozsypce i słabej kondycji psychicznej, łatwo wpłynąć na jej wybory. Ktoś kto nie szanuje tego, że kobieta chce odejść i walczyć o siebie, jest latającą małpą (kimś, kto staje po ciemnej stronie mocy, tzn. po stronie oprawcy). Przemocowy dom nie służy nikomu, na pewno nie dzieciom, dlatego nie można nikogo nakłaniać do pozostawaniu w domu pełnym bólu, strachu i cierpienia.
- On Cię musi bardzo kochać – można usłyszeć albo pomyśleć, kiedy po agresywnym epizodzie mąż przynosi kwiaty i prosi o wybaczenie, nawet padając na kolana i płacząc. NIE MOŻNA MYLIĆ MIŁOŚCI z przemocą. Miłość to szacunek, wzajemne wsparcie, spokój, dbanie o siebie nawzajem. Miłością nie nazywa się egoistycznego ani toksycznego zachowania w postaci dominacji jednej strony nad drugą, wpływania na nią, zastraszania jej, upokarzania itd. Życie to nie jest romantyczny film. Stalking, prześladowanie, obsesja, kontrolowanie, uznawanie kogoś za swoją własność – to nie są cechy miłości.
- Nie bije, nie pije, więc nie jest taki zły. Nie wiem, kto to wymyślił, ale te słowa są toksyczne. Przemoc fizyczna jest traktowana jako jedyna forma przemocy, inne się nie liczą. Błąd. Przemoc psychiczna nie pozostawia śladów, a może zabić. Zdrowie psychiczne również może być wyniszczane. Depresja, załamania nerwowe, zespół stresu pourazowego (PTSD). Wielu zaburzonych oprawców czerpie niepohamowaną satysfakcję ze znęcania się nad swoją ofiarą nawet nie musząc jej dotknąć palcem. Widok osoby zwijającej się z bólu psychicznego i emocjonalnego, zagubionej i zastraszonej, uległej i zdominowanej jest dla nich wystarczające. Jak to mówią sami psychopaci czy socjopaci, najbardziej lubią wyniszczać kogoś psychicznie, nie pozostawiając śladów ani dowodów na przemoc.
 
Mnie mój były nigdy nie uderzył. Wprawdzie zdarzały się sytuacje, kiedy w jego oczach widziałam obłęd, ale nie podniósł na mnie ręki. Natomiast był mistrzem manipulacji i dosłownie zabijał mnie przemocą psychiczną, emocjonalną i werbalną. Tego nie powinno się bagatelizować, ponieważ zdrowie psychiczne jest bardzo ważne.

Przed związkiem przemocowym, w trakcie związku przemocowego i po związku przemocowym – w każdym z tych okresów mojego życia byłam inną osobą. Teraz też jestem inna niż dawniej. Takie doświadczenia są traumatyczne, ślady pozostają gdzieś głęboko i w ciele, i w duszy. Nie wymazuje się ich z pamięci. Jednak czas pozwala ukoić ból i wyzdrowieć.

Jak udało mi się zbudować nową siebie?   
  • Zmieniłam sposób myślenia. 
  • Zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą, słuchając siebie i swoich potrzeb. 
  • Nie poświęcam siebie dla czyjegoś widzimisię. 
  • Nie słucham innych tak jak dawniej, to znaczy słyszę zdanie innych, lecz nie biorę sobie tego do serca. 
  • Opinie zamkniętych umysłów nic dla mnie nie znaczą. 
  • Moje samopoczucie nie jest zależne od tego co myślą i mówią o mnie inni. 
  • Rozumiem, czym jest miłość i umiem odróżnić ją od uzależnienia czy od współuzależnienia. 
  • Nie pozwalam przesuwać swoich granic, wyznaczam je stanowczo. 
  • Nie ufam obcym ludziom, nie otwieram się przed nikim. 
  • I co najważniejsze, wiem, że uzależnienie jest na całe życie, dlatego dbam o siebie i opiekuję się sobą jak najukochańszym dzieckiem. 
Sposób myślenia i praca nad sobą, bez tego trudno ruszyć z miejsca. 


12 marca 2022

Idealizacja – co się kryje za bombardowaniem miłością?

 ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI

© Copyright by MilaM


„Jesteśmy bratnimi duszami. Tylko ze mną będziesz szczęśliwa. Jesteśmy do siebie podobni”. 

Te i podobne komunikaty wysyła na początku znajomości psychofag (psychopata, narcyz, socjopata i inna zaburzona jednostka z grupy B) swojej upatrzonej „zdobyczy”. Bombarduje ją miłością, uwielbieniem, adorowaniem, zainteresowaniem. Robi to do skutku, intensywnie i w skupieniu. Upatruje sobie cel, ocenia jego potencjał jako przyszłej ofiary, a następnie zdobywa – a potrafi być w tym bardzo cierpliwy i bardzo skuteczny.

Sposób w jaki działają zaburzone jednostki jest taki sam: zbombardować ofiarę miłością, robić to do skutku, aż ona wpadnie w zastawione sidła. Różnią się natomiast intencje. Zaburzeń osobowości jest kilka (tutaj istotne są zaburzenia wiązki B: zaburzenia dramatyczno-niekonsekwentne oraz oddzielne psychopatyczne zaburzenie osobowości), ponadto jest socjopatia. Co więcej, zaburzenia są umiejscowione na skali/spektrum, co oznacza, że mogą mieć charakter łagodny, umiarkowany i niebezpieczny. Zaburzenia mogą być mieszane, dlatego tak trudno wskazać, że dana osoba ma konkretne zaburzenie – czasem jest to niemożliwe, ponieważ teoretycznie zachowuje się jakby miała zaburzenia osobowości, a jednocześnie nie da się jej zidentyfikować ze względu na odstępstwa od znanych nam definicji konkretnego zaburzenia.

 

Psychopata 

Psychopata idealizuje potencjalną ofiarę, ponieważ ma w tym jakiś cel, oczywiście egoistyczny. Za tym z perspektywy ofiary kryje się okrucieństwo i bezduszność, ponieważ psychopata udaje, kłamie, mami. Powody są różne: czasem dla pieniędzy (ze względu na pasożytniczy tryb życia), czasem dla seksu, choć często po prostu dla własnej satysfakcji z niszczenia czyjejś psychiki i oglądania tego, jak ktoś gaśnie albo nawet traci zmysły. Psychopata działa świadomie i celowo, ma umiejętność myślenia wprzód – zawsze jest o krok przed swoją ofiarą. Ofiara jest dla niego przedmiotem, jej uczucia się nie liczą, chodzi jedynie o to, żeby ją wyeksploatować ze wszystkiego co ma. A zatem cały związek z psychopatą polega na jego mistrzowskiej grze opartej na pustych słowach, hipnotyzowaniu ofiary, manipulowaniu nią i stosowaniu nieetycznych metod wpływania na nią. Jednak ofiara jest mu obojętna, służy tylko jako środek do celu. Jak tylko osiągnie cel albo ofiara mu się znudzi, porzuca ją jak gdyby nigdy nic ich nie łączyło.

Narcyz  

Narcyz idealizuje potencjalną ofiarę, ponieważ wierzy, że spotkał ideał, swoją bratnią duszę, którą zabierze w swój świat fantazji z daleka od rzeczywistości. Podobno nawet się zakochuje, na swój sposób, ale faktem jest, że prędzej czy później rozczaruje się partnerką i zacznie ją dewaluować. Ofiara jest dla niego obrazem, przedłużeniem siebie, ponieważ wierzy, że spotkał kogoś, kto będzie go kochał bezwarunkowo. Tylko, że brak stałości obiektu sprawia, że narcyz nie jest w stanie pokochać. Kiedy partnerka zaczyna wyrywać się z idei Wspólnego Umysłu i zaczyna nawet nieśmiało upominać się o swoje potrzeby, rozczarowuje narcyza, bo teraz mają się liczyć tylko jego potrzeby. A nawet jeśli partnerka z miłości postanowi zrezygnować z siebie i skupi się tylko na narcyzie, to on i tak zacznie odczuwać nudę. Nie ma niczego, co może zrobić ofiara, żeby wzbudzić w narcyzie miłość, lojalność czy empatię. 


Psychopata ma w sobie cechy narcystyczne, a narcyz psychopatyczne, szczególnie ukryty narcyz, który jest sadystyczny. Nie musisz ich zrozumieć – zrozumienie czegoś nieludzkiego przychodzi z trudem komuś kto jest ludzki, a czasem niemożliwe. Może za to spróbuj zaakceptować, pogodzić się z tym i ze spokojną głową oraz czystym sercem uwolnij się od P/N, a następnie wejdź w proces uzdrawiania. Nic się nie da zrobić. Nie pomożesz mu, ale masz szansę pomóc sobie. 


Idealizacja to pierwsza z trzech faz toksycznego związku: (1) idealizacja, (2) dewaluacja, (3) degradacja. Jest to inwestycja psychofaga w swoją „zdobycz”. Psychopata używa pustych słów, ponieważ odtwarza coś co widział u innych. Być może stąd jego romantyzm, dużo nauki czerpie choćby z filmów czy seriali – ogląda je, by obserwować relacje międzyludzkie, a później przenosi to, czego się nauczył do swojego życia. Jest aktorem, a właściwie to kameleonem, który dopasowuje się do otoczenia, żeby nie zostać zdemaskowanym. Z czasem ofierze przychodzi zapłacić za to, że psychopata musiał wysilać się i ją adorować. Narcyz na początku wierzy w bratnie dusze i zabiera ofiarę do swojego świata, widząc w niej przedłużenie siebie. Tylko że jego świat jest tylko fantazją, ułudą, iluzją, jest kruchy i łatwo się rozpada. Ten idealny czas szybko minie, a później narcyz znów się rozczarowuje – a ofiara, choćby kochała bardzo, poświęcała siebie, próbowała mu pomóc, to i tak nie spełni jego oczekiwań. A to dlatego, że nie da się ich spełnić, są nierealne i nie ma na to lekarstwa. 


Mechanizm psychopatycznego uwodzenia składa się z takich technik manipulacyjnych jak:
• CHARYZMA
• BOMBARDOWANIE MIŁOŚCIĄ
• ODBICIE LUSTRZANE
• BRATNIA DUSZA
• TRANS I HIPNOZA
• „JESTEŚ ZE MNĄ BEZPIECZNA”
• WSPÓŁCZUCIE
• SKOJARZENIA
• BLISKOŚĆ FIZYCZNA I SEKS


11 lutego 2022

Dom z narcyzem psychopatą

 ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI

© Copyright by MilaM


Wyobraź sobie dom, który nie jest domem – to tylko ściany. Dom będący jedynie budynkiem. Duży dom, w którym na pierwszy rzut oka niczego nie brakuje, ale to dom pełen samotności. Przestrzenie wiejące pustką. Albo mały dom, skromny, przytulny, lecz cichy, w którym ściany się same ścieśniają, aż zgniatają pustką. 

Na początku relacja z osobowością psychopatyczną, narcystyczną czy socjopatyczną jest piękna. Ale niech mi ktoś wskaże, czym się różni od innych relacji. Kiedy ludzie się zakochują, świat wokół przestaje istnieć, jest się na miłosnym haju. Chce się spędzać z ukochaną osobą każdą wolną chwilę. Typowe uzależnienie, tak właśnie działa ludzki mózg, gdy się zakochuje. Zakochany człowiek widzi ukochaną osobę przez różowe okulary. Po prostu jest idealnie, miłość zaślepia, odurza, hipnotyzuje. Raz na ileś przypadków można trafić na zaburzoną jednostkę, to jest loteria – albo spotkasz nie-zaburzonego człowieka, albo zaburzonego. Nie masz na to wpływu.

Skoro więc wszystko wskazuje na spotkanie tego jedynego, można przecież rozpocząć wspólne życiowe plany: dom, rodzina. Słowa i obietnice są piękne, marzenia coraz bliżej. Wchodzimy w ten związek z wiarą i nadzieją na zbudowanie rodziny opartej na fundamencie miłości, bezpieczeństwa i wsparcia. Tracimy kontrolę, choć jeszcze o tym nie wiemy, bo ukochany powtarza, że wszystko będzie tak jak chcemy. W ferworze miłosnych uniesień trudno dostrzec, że w pewnym momencie już nic nie jest jak tego chcemy. Nie zauważamy, że maska ukochanego od czasu do czasu się zsuwa. A jeśli zauważamy, to zupełnie po ludzku myślimy, że każdy może mieć gorszy humor, dzień, zmęczenie. Przecież osobowość psychopatyczna, narcystyczna czy socjopatyczna jest zbyt sprytna, żeby od razu pokazać siebie w całej swojej okazałości – odkryć swoje wnętrze, które jest sprzeczne z tym co dotąd znałyśmy. Nic złego się nie dzieje.

Budujemy więc związek z bratnią duszą. Zakładamy rodzinę. I dopiero kiedy jesteśmy na szczycie poczucia szczęścia i spełnienia, nagle z tego szczytu spycha nas… no właśnie, kto? Nasza bratnia dusza. Oczywiście nie robi tego od razu. Działa sprytnie i stopniowo, żeby trochę się nad nami poznęcać. Powyciskać z nas psychicznie energię i wyssać życie. Oddajemy naszej „bratniej duszy” własne życie, umierając duchowo w milczeniu i osamotnieniu. 

Mój były P/N nigdy mnie nie uderzył. Nie było przemocy fizycznej. Ale dom, w którym jest przemoc psychiczna i emocjonalna nie jest domem. Nie musiał mnie bić, i tak byłam cała obolała. Nie było widocznych siniaków, ale zapewniam, że duchowo byłam mocno posiniaczona. W środku miałam poharatane serce. Umierałam, choć fizycznie żyłam. Ale byłam tylko takim zombie, chodzącym kawałkiem ciała, bez chęci do życia, bo ono zupełnie straciło sens. Całą energię zabierał P/N. Jak tylko trochę jej w sobie zebrałam, lada chwila znów mi ją odbierał. Gdy szukałam pomocy, często ktoś patrzył na mnie i mówił, że na pewno nie jest aż tak źle jak mówię, że może powinnam trochę odpocząć… Ile razy próbowałam poprosić o pomoc, zebrałam się na odwagę i powiedziałam prawdę tylko po to, by usłyszeć, że przesadzam, bo przecież znają mojego P/N i on jest dobrym człowiekiem. Traciłam zdrowie psychiczne, nie byłam pewna niczego, szukałam winy w sobie. 

Pamiętam, jak kiedyś szukałam informacji, jak żyć z narcyzem. Można, oczywiście. Tylko że zgotowanie sobie piekła na własne życzenie to trochę za dużo… Wszyscy terapeuci, którzy specjalizują się w pomocy osobom z narcystycznym zaburzeniem osobowości wprowadzili mnie na ścieżkę zatracenia siebie. Ofiara, która myśli, że przechytrzy mistrza, myli się i przyjdzie jej za to zapłacić. Zaburzone jednostki mają wprawdzie braki empatii emocjonalnej, ale ich empatia poznawcza jest rozwinięta. To obserwatorzy, których mózgi są skupione na tym, żeby wziąć od kogoś maksymalnie tyle ile się da. Nawet jeśli ofiara uważa, że ma kontrolę nad swoim narcystycznym partnerem i potrafi siebie ochronić, to prędzej czy później przekona się, że jej narcyz specjalnie dawał jej tę iluzję, a sam cały czas pociągał za sznurki. Na tym polega geniusz manipulacji takich jednostek. W ich krwi płynie przebiegłość i egoizm. Wykorzystują kogoś tak subtelnie, że ta osoba niczego nie zauważa. A później zostaje wyrzucona.

Dom ma być bezpieczny. Nie może być tak, że we własnym domu trzeba szukać schronienia, zamykać się gdzieś, siedzieć w ciszy, żeby nikt nie usłyszał, że w ogóle oddychamy.