13 października 2021

Zero Kontaktu i Szara Skała: jak wzorcowo przestrzegać zasad – praktyczne porady

 ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI 

© Copyright by MilaM


Pomyślałam, że pora napisać coś praktycznego. Teoria jest ważna, ale często niewiele zmienia, a wręcz pozostawia z poczuciem bezradności i niepewności, co właściwie dalej robić. Dlatego ten wpis poświęcam praktycznym wskazówkom:

- jak przestrzegać zasady Zero Kontaktu

- jak być wzorcową Szarą Skałą

Podzielę się tym, co stosowałam i co pomogło mi uwolnić się od narcyza psychopaty.


ZERO KONTAKTU

Zero Kontaktu to zasada polegająca na całkowitym odcięciu się od narcyza psychopaty, na braku jakiegokolwiek (bezpośredniego czy pośredniego) kontaktu z oprawcą. Jeżeli jest taka możliwość, to zaleca się jej stosowanie. Jeżeli nie ma takiej możliwości, wtedy zaleca się stosowanie metody Szarej Skały (o czym później).

Jak wdrożyć w życie Zero Kontaktu?

Pierwszy krok jest bardzo trudny, ponieważ ofiara jest silnie zmanipulowana i uzależniona od P/N/S. Trzeba podejść do tego działania ze spokojem, cierpliwością i wyrozumiałością wobec siebie. Ale trzeba DZIAŁAĆ.

1. Podejmij decyzję i zrób to! Zablokuj go dosłownie wszędzie. Usuń go z kontaktów: numer telefonu, adres e-mail, w social mediach. Nie interesuj się nim i nie pozwól, żeby on cokolwiek wiedział o Tobie.

2. Zerwij kontakty z ludźmi, którzy Ci o nim przypominają, opowiadają, a tym bardziej jeżeli są po jego stronie, nie po Twojej. Nie możesz być w toksycznym środowisku, potrzebujesz zdrowej przestrzeni do regeneracji.

3. Jeżeli nie możesz zerwać kontaktów z ludźmi, którzy Ci o nim przypominają, to stanowczo, zdecydowanie i radykalnie podkreśl, żeby o nim przy Tobie nie wspominali. Muszą wiedzieć, że nie wolno im o nim wspominać w Twojej obecności. Egzekwuj to, jeśli mimo Twoich próśb wciąż będą o nim mówić. Bądź stanowcza i pewna siebie. Jeżeli mimo to nadal nie będą szanować Twojej prośby i dalej będą Ci o nim przypominać – odetnij się od nich i przestań się kontaktować. Zrób to dla własnego dobra i zdrowia.

4. Bądź dla siebie wyrozumiała i dobra. Prawdopodobnie złamiesz zasadę ZK (Zero Kontaktu), i to nie raz, ale to nie znaczy, że jesteś słaba. Jesteś uzależniona, a Twój mózg sprany. Twój oprawca w sposób nieetyczny hipnotyzował Cię i kodował w Twojej podświadomości, że masz go stawiać zawsze na pierwszym miejscu i kochać ponad wszystko, nawet gdyby Cię krzywdził. Odpranie mózgu zajmuje dużo czasu i potrzeba małych kroków i determinacji. Dlatego jeśli wznowisz z nim kontakt sama z siebie lub odpowiesz mu, nie krytykuj siebie, tylko wybacz sobie i znów zadziałaj. Będzie bolało, ale brak kontaktu to najlepszy sposób na wyjście z tego uzależnienia. Inaczej będzie z Tobą naprawdę źle, musisz działać.

5. Rób małe święto i celebruj każdy swój sukces trwania w zasadzie ZK. Na początku świętuj częściej. Wytrzymałaś 1 dzień, 2 dni, 3 dni, 5 dni, 1 tydzień, 2 tydzień, 1 miesiąc bez kontaktu z nim? To ogromny sukces, uczcij to na każdym etapie. Przekształć smutek i tęsknotę (która jest uzależnieniem) z pozytywne emocje i bądź z siebie dumna.

(Ja świętowałam, później łamałam zasadę ZK i tak wiele razy, aż w końcu udało mi się utrzymać w ZK ze spokojem duszy. Wiesz, że pierwszy raz złamałam ZK dosłownie po minucie? Zablokowałam go, miało być definitywnie, a za chwilę poczułam, że bez niego sobie nie poradzę i nie chcę bez niego żyć, dlatego od razu odblokowałam i jeszcze przeprosiłam, że śmiałam go zablokować. Tak, Siostro Surwiwalko, to bardzo długa i ciężka droga, ale na końcu jest szczęście i uzdrowienie).


SZARA SKAŁA

Szara Skała to metoda, dla tych, którzy nie mogą zerwać kontaktów z P/N (np. mają dzieci, z powodu rozwodu, wspólny kredyt, dom itp.). Nie wolno stosować metody Szarej Skały zamiast Zero Kontaktu, wtedy gdy jest możliwość stosowania ZK. Szara Skała to nie jest świadomy wybór, lecz konieczność, gdy nie ma opcji braku kontaktu z oprawcą. Szara Skała polega na tym, że ofiara/surwiwalka w kontakcie z P/N ogranicza do minimum swoje reakcje na zaczepki P/N, nie pokazuje mu swoich emocji, jest dosłownie nieruszalna jak skała. Jest to bardzo trudne, ale to jedyny sposób, by być bezpieczną.

Jak wdrożyć w życie metodę Szarej Skały?

Początki są trudne, ponieważ ta metoda polega na tym, by pozostawać obojętną na P/N i niewchodzeniu z nim w interakcje. A on zrobi wszystko, żeby sprowokować. Trzeba sobie poukładać w głowie i zrozumieć, że od tego zależy nasze życie i zdrowie. Reakcje na zaczepki P/N odkrywają nas, a wtedy on wie, jakie mamy czułe punkty i z pewnością będzie to wykorzystywał.

1. W koniecznym kontakcie z P/N ograniczaj swoje wypowiedzi do krótkich komunikatów (tak, nie, nie wiem itp.) oraz nieokazywania mu swoich emocji. Nie daj się sprowokować. Pamiętaj, że nigdy nie wygrasz z narcyzem psychopatą w potyczkach słownych, bo on jest mistrzem manipulacji, istotą bez empatii i sumienia; on jest nieludzki, a Ty ludzka. Lepiej zobojętnieć na jego próby wyprowadzania z równowagi. On chce Cię osłabić i z Tobą wygrać. 

2. Nigdy nie okazuj emocji przy P/N. Na czas koniecznego kontaktu zatrzymaj je w sobie i puść dopiero, gdy On wyjdzie/oddali się. Gdy będziesz z dala od niego, odreaguj: płacz, krzycz, wyrzuć z siebie to co musiałaś blokować. W ten sposób puścisz te emocje, a jednocześnie nie dasz P/N broni do ręki. Kiedy P/N widzi, że zobojętniałaś na jego zaczepki i że nie ma już kontroli nad Twoim światem emocjonalnym, jest szansa, że się znudzi i odpuści. Nie pokazuj mu na czym Ci zależy i co Cię boli. Im mniej wie, tym lepiej dla Ciebie.

3. Znajdź sposób na odreagowywanie. Bycie Szarą Skałą to bardzo trudne zadanie oparte na blokowaniu w sobie emocji i tłumieniu ich. Prowokowanie do reagowania ze strony P/N może być intensywne, w końcu to irytujące dla P/N, gdy nie ma nad Tobą kontroli. A Ty musisz się powstrzymywać i udawać obojętność. Później dobrze jest to wszystko odreagować, dlatego znajdź czas dla siebie i zrób coś co lubisz. Warto pomyśleć o czymś co odblokowuje spięcia w ciele, jakąś aktywność fizyczną: joga, fitness, zumba, boks czy inny sport.

4. Pracuj nad swoją cierpliwością i dbaj o równowagę wewnętrzną. Im więcej masz w sobie spokoju, tym łatwiej przyjdzie Ci bycie Szarą Skałą. Rozwód, dzieci, sprawy w sądzie – to wszystko wytrąca z równowagi, ale nie jest końcem świata. Musisz walczyć o siebie, dlatego dbaj o zdrowie psychiczne. Mózg jest elastyczny, pracuj nad sobą i bądź dla siebie dobra.

5. Nagradzaj siebie za każdy mały sukces, czyniąc z niego wielki sukces. Bycie Szarą Skałą jest trudne dla każdego kto ma empatię, ale to najlepszy sposób, gdy konieczny jest kontakt z P.


DZIAŁAJ <3 

29 września 2021

Żyjąc dla innych – jak zacząć żyć dla siebie

  ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI 

© Copyright by MilaM


Większość z nas: ofiar, surwiwalek czy surthriverek przemocy narcystycznej / psychopatycznej ma w sobie to, że żyje dla innych, nie dla siebie. Żeby żyć z narcyzem psychopatą, trzeba mieć w sobie dużo dobrych cech, takich jak empatia, współczucie, poświęcenie. Z kolei te piękne i tak rzadkie cechy prowadzą do tego, że kochamy za bardzo i poświęcamy siebie dla bliskiej osoby. W zdrowym związku nie jest to aż tak szkodliwe, jak w związku z zaburzoną jednostką, ponieważ narcyz psychopata po prostu wykorzystuje nas i wyciska z nas wszystko co najlepsze, aż wyciśnie z nas ostatnie soki.


Żyjąc dla innych, tracimy to co mamy najpiękniejsze: siebie. Życie z psychopatą polega na tym, że zatracamy siebie, swoją tożsamość i skupiamy się na jego potrzebach, zamiast na swoich. On to wykorzystuje, my powoli gaśniemy


Ja po związku z P zgasłam. Zanurzyłam się w smutku, rezygnacji, depresji i straciłam siebie. Żyłam byle żyć, bez celu i poczucia sensu. Im bardziej wpadałam w depresję, tym mniej się mną interesował psychopata. Nie mogłam na niego liczyć, gdy potrzebowałam. Bardzo bolesne jest, gdy ktoś komu poświęciłyśmy lata swojego życia, byłyśmy wierne, oddane i znosiłyśmy naprawdę wiele złego, po prostu nie interesuje się nami i nie wspiera w potrzebie, a wręcz właśnie odwraca się i zostawia


Długo po uwolnieniu się od P nie byłam zdrowa ani szczęśliwa. Proces uzdrawiania trwał i każdy postęp był maleńki, często robiłam jeden krok do przodu, a za chwilę dwa do tyłu. Dopiero z czasem wyszłam z uzależnienia i zaczęłam budować siebie na nowo. Przede wszystkim zaczęłam dbać o siebie i nauczyłam się ŻYĆ DLA SIEBIE, nie dla innych. 


Żyjąc dla siebie:

- jesteś dla siebie dobra

- jesteś wobec siebie cierpliwa i wyrozumiała

- robisz wszystko w zgodzie ze sobą

- kochasz siebie i nie pozwalasz siebie krzywdzić

- potrafisz być asertywna: mówić nie, ale także mówić otwarcie o swoich potrzebach

- nie masz do siebie żalu i pretensji

- nie wstydzisz się niczego

- Twoje samopoczucie nie jest zależne od tego co mówią i myślą inni

- nie przyciągasz do siebie toksycznych ludzi

- a jeśli jacyś się pojawią, nie widzą w Tobie potencjalnej ofiary

- jesteś szczęśliwa i realizujesz siebie, spełniasz swoje marzenia i zainteresowania


JAK zacząć żyć dla siebie, nie dla innych?

Bardzo proste z pozoru zdanie: żyj dla siebie, jest bardzo trudne do zrealizowania, szczególnie gdy jest się po związku z P/N. Taki związek wysysa życie, zostawia traumy i bardzo poważny zespół stresu pourazowego. Ofiara po uwolnieniu się od oprawcy na początku jest osamotniona i odizolowana od otoczenia, niezrozumiana przez innych, uzależniona od oprawcy, zagubiona. Wciąż jeszcze nie potrafi żyć dla siebie, ponieważ najpierw musi wyzdrowieć i wygrać z uzależnieniem


Krok 1 to UWOLNIĆ SIĘ OD OPRAWCY

Krok 2 to PROCES UZDRAWIANIA

Krok 3 to BUDOWANIE NOWEJ SIEBIE

Krok 4 o POZNAWANIE SIEBIE OD ŚRODKA (WNĘTRZE)

Krok 5 to GOTOWOŚĆ NA ZMIANĘ SIEBIE

Krok 6 to ZMIANA, ZMIANA, ZMIANA 


Droga każdej z nas jest inna, dlatego nie chcę sugerować Ci jaka ma być Twoja. Być może będzie podobna do mojej, a może całkowicie inna. Przede wszystkim wsłuchaj się w swój głos wewnętrzny i idź swoją drogą budowania swojego szczęścia. Nigdy się nie poddawaj! Wierzę w Ciebie!

4 lipca 2021

Wysoko Wrażliwa Osoba (WWO) w relacji z psychofagiem

 ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI 

© Copyright by MilaM


Jestem WWO (wysoko wrażliwą osobą), która była w związku z narcyzem / psychopatą. Ta relacja zniszczyła mnie na wiele lat: depresja, lęki, traumy, PTSD (zespół stresu pourazowego), śmierć duszy i wiele innych. Zaburzony partner pochłonął mnie tak mocno, że zatraciłam siebie, a tamten stan przypominał śmierć za życia – byłam martwa duchowo, choć wciąż żywa fizycznie. Wydrenował mnie z życia, przemielił i wypluł, a ja byłam jak mielonka w puszce, niewiele ze mnie zostało.

Jako WWO, jak sama nazwa wskazuje, jestem wysoko wrażliwa, mam czuły układ nerwowy. Wysoka wrażliwość to cecha, którą posiada około 15-20% populacji. Elaine N. Aron – psychoterapeutka i psycholog sama będąca WWO – twierdzi, że ludzie wysoko wrażliwi „różnią się od pozostałych właśnie tym, że w większym stopniu wykazują cechy czyniące człowieka tak ludzkim (zdolność przewidywania, intuicję, wyobraźnię)”1. Nie chcę przez to powiedzieć, że WWO są lepsi od innych. Chcę pokazać, że jesteśmy inni, wrażliwsi niż większość społeczeństwa od urodzenia, a nawet już w okresie płodowym, ponieważ otrzymaliśmy takie właśnie geny. WWO bardzo często padają ofiarą psychopatów, narcyzów, socjopatów, czy też innych toksycznych ludzi, ponieważ są mocno empatyczni, zdolni do poświęceń (często kosztem siebie), ufni, co czyni ich łatwiejszym łupem dla oszustów i manipulatorów.

Jeżeli nie wiesz co to znaczy być WWO albo nie jesteś tego pewna, odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy czujesz, że świat, w którym żyjesz Cię przytłacza i że to nie jest tak do końca Twoje miejsce? Jeśli serce podpowiada Ci, że tak właśnie jest, bardzo możliwe, że jesteś WWO.

Opowiem o wysokiej wrażliwości z mojej perspektywy. Jako dziecko czułam, że świat mnie przytłacza i że kompletnie do niego nie pasuję. Często byłam ofiarą ataków i upokorzeń innych. Dużo płakałam, nawet bardzo dużo. Brałam do siebie opinie i krytykę innych. Czułam się nierozumiana, wyobcowana, inna, samotna. Nie byłam odporna na ból psychiczny ani fizyczny, łatwo było mnie zranić. Bardzo dotykało mnie także cierpienie innych: bieda, wojny, choroby, śmierć bliskich – współodczuwałam z innymi tak jakby ich problemy dotykały bezpośrednio mnie. W środku czułam się tak jakby mnie wsysało cierpienie i ból osób pokrzywdzonych. Czułam w sobie misję i potrzebę pomagania innym, niesienia im wsparcia, lecz często byłam oszukiwana i manipulowana, ponieważ moja empatia i dobro były wykorzystywane przez sprytne jednostki o deficytach empatii. 

Myślałam, że ta wrażliwość minie z wiekiem, lecz tak naprawdę stawała się coraz bardziej problematyczna. Nie byłam rozumiana przez innych, miałam silne emocje i byłam daleka od „mocnych wrażeń”: alkoholu, imprez, niebezpieczeństw, używek. Często właśnie przez to, że nie chciałam robić tego co inni, byłam wyobcowana. Nie byłam wystarczająco zabawowa dla innych, którzy stawiali na intensywne i dynamiczne tempo życia, pełne ryzyka i nieodpowiedzialnych decyzji. Moi rówieśnicy chcieli się „wyżyć” młodością, a ja potrzebowałam spokojniejszej codzienności.

Poznanie psychopaty było na początku niczym zesłanie anioła – on był podobny do mnie, dobry, wrażliwy, akceptował mnie i rozumiał jak nikt inny. Poczułam się przy nim ważna, wartościowa, pewna siebie, akceptowana i zrozumiana. Niestety z czasem okazało się, że zostałam wykorzystana i zmanipulowana, tylko zetknięcie z psychopatyczną siłą zniszczyło mnie doszczętnie. To było jak spotkanie diabła, zła samego w sobie. Wyssał ze mnie duszę, a później zostawił w depresji, bólu i chorobie oraz wielkiej samotności. Mój czuły układ nerwowy został poszatkowany. Psychopata i empata mocno się przyciągają, a dla P możliwość wyssania energii i życia z wysoko wrażliwej osoby to nie lada uczta. Dosłownie mnie emocjonalnie, psychicznie i duchowo zabił.

„Depresja, duży stres i trauma (…) zabijają komórki w hipokampie, prowadząc do utraty pamięci”2 – pisze dr Norman Doidge w jednej ze swoich książek. Zdrowienie z depresji prowadzi jednak do odrastania hipokampa. Wskutek przemocy psychopatycznej chorowałam na depresję i cierpiałam na c-PTSD (złożony zespół stresu pourazowego). Depresja i PTSD objawiać się mogą np. silnymi emocjami i nadczynnością emocjonalnych ośrodków mózgu – mózg staje się nadmiernie aktywny3 . Co więcej, WWO są bardziej narażone na depresję wskutek większej podatności genetycznej, co wynika z niższego poziomu serotoniny w mózgu4 . Piszę o tym, ponieważ relacja z psychopatą od samego początku jest dynamiczna, dużo się dzieje, a w mózgu ofiary produkowana jest ogromna, często zbyt wysoka ilość serotoniny. To znaczy, że WWO ma naturalnie niski poziom tego hormonu, a psychopata doprowadza do jego nadmiernej, nienaturalnie szybkiej i intensywnej produkcji. I to trochę tak jakby P nafaszerował WWO narkotykami i podtrzymywał ją na tym „haju” narkotyzowania tak długo jak mu się będzie podobać, żeby później nagle odciąć jej dopływ narkotyku i doprowadzić do spadku serotoniny (co prowadzi z kolei do depresji). 

Relacja WWO z psychopatą jest bardzo niebezpieczna. Psychopata jest nastawiony na BRANIE, a WWO na DAWANIE. Federica Bosco (będąca WWO) napisała, że jako WWO straciła zaufanie do siebie, swoich myśli i intuicji: „Będę, jaka tylko chcecie, bylebyście mnie kochali”5 . Na tym polega głównie relacja WWO z psychofagiem: WWO robi to co P zapragnie, żeby być przez niego kochaną, akceptowaną, szanowaną, a on to wykorzystuje i znęca się nad nią.

Mogłabym o tym chyba napisać całą książkę, opisać wiele, jednak na tym teraz zakończę. Dodam tylko coś bardzo ważnego. Często jest tak, że WWO nie akceptuje siebie i przerasta go życie w obcym mu świecie (pełnym zła), uważa, że wysoka wrażliwość to przekleństwo. Ja tak kiedyś myślałam i nie chciałam mieć takiej cechy. Jednak od kiedy nauczyłam się z nią żyć, uważam, że to wielki dar i wyjątkowość, a że zaledwie 15-20% populacji ją posiada, to znaczy, że jestem wybranką. Znasz filmy, w których jakiś przeciętny człowiek dowiaduje się, że ma supermoc i na początku walczy sam ze sobą, ponieważ jej nie chce? Co się z czasem dzieje? Uczy się z nią żyć i później zaczyna z niej korzystać, czyniąc wiele dobra dla siebie i dla innych. Jeśli jesteś WWO, wiedz, że to DAR, z którym można nauczyć się żyć. Jesteśmy piękni wewnętrznie i potrzebni światu. Jednocześnie nasza wrażliwość i empatia działają kusząco i magnetycznie na toksycznych ludzi, głównie psychofagów (psychopatów, narcyzów, socjopatów). Umiejętność życia ze swoim darem i korzystania z niego zapewnia nam ochronę przed atakami toksycznych ludzi, chroni nas przed złem.

Nie jesteś w tym sama. Ja też przez to przechodziłam, całą drogę, i zaczęłam żyć na nowo po duchowej śmierci, jakiej doznałam w relacji z psychopatą. Jestem szczęśliwa, uwolniona i uzdrowiona, doceniam swój piękny dar wysokiej wrażliwości.


Ściskam Cię mocno
MilaM



Przypisy:
 1. Elaine N. Aron, Wysoko Wrażliwi, Wydawnictwo Feeria, s. 322. 
  2. Dr Norman Doidge, Mózg zmienia się sam, Vital, s. 300.
 3. Daniel G. Amen, Zadbaj o mózg, Rebis, s. 34.
  4. Elaine N. Aron, Wysoko… dz. cyt., s. 19; 22.

***

Źródła:
Elaine N. Aron, Wysoko Wrażliwi, Feeria
Dr Norman Doidge, Mózg zmienia się sam, Vital
Daniel G. Amen, Zadbaj o mózg, Rebis
Federica Bosco, Mówili, że jestem zbyt wrażliwa, Feeria

25 kwietnia 2021

Mity o psychopatach

 ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI

© Copyright by MilaM


Społeczeństwo – wyłączając ofiary i surwiwali/ki przemocy psychopatycznej – nie ma pojęcia, kim tak naprawdę jest psychopata. Ludzie, gdy słyszą hasło ‘psychopata’ przed oczami mają obraz szaleńca, seryjnego mordercy, gwałciciela, wariata, przestępcy. Uważają również, że są bezpieczni, ponieważ wszyscy psychopaci są zamknięci albo w więzieniach, albo w szpitalach psychiatrycznych. Są w błędzie.


Jako była ofiara psychopaty, która była z nim w związku kilka lat postanowiłam obalić mity o psychopatach. Przeżyłam piekło u boku mężczyzny z pozoru doskonałego, dla otoczenia idealnego, który tylko w czterech ścianach pokazywał swoją prawdziwą demoniczną twarz. Zachęcam do przeczytania mojego wpisu Kim jest psychopata, a jeżeli interesuje Cię jakie są różnice między psychopatą, socjopatą, narcyzem – zapraszam tutaj: Psychopata, socjopata, narcyz, zaburzenia osobowości wiązki B.


A więc zacznijmy od krótkiego wstępu. Mit w tym kontekście oznacza – powtarzane i powielane nieświadomie przekonanie, które nie jest prawdziwe, jest fałszywym przekonaniem, na które nie ma dowodu. Właśnie dlatego, że społeczeństwo nie jest wyedukowane i nie ma świadomości oraz wiedzy w tym temacie, tak często padamy ofiarami jednostek o psychopatycznym zaburzeniu osobowości. Przykład: ludzie myślą, że psychopata to zwyrodnialec, wariat biegający z siekierą atakujący przypadkowych ludzi, a tak naprawdę większość psychopatów to charyzmatyczni, spokojni, szanowani i lubiani ludzie żyjący wśród nas na pierwszy rzut oka zupełnie zwyczajnie


Mity o psychopatach:

1. Psychopatę łatwo rozpoznać: ma obłęd w oczach, biega po ulicy z siekierą – MIT

Jest to nieprawda. Psychopatów dzieli się na 3 typy wg skali psychopatii Hare’a: łagodny, umiarkowany, poważny. Większość psychopatów nie zabija, nie bije, ponieważ są na to zbyt sprytni i nie chcą trafić do więzienia. Psychopaci typu umiarkowanego i łagodnego przyjemność czerpią z psychicznego znęcania się nad swoimi ofiarami, nad poczuciem kontroli i władzy, oraz kiedy mogą widzieć jak kogoś niszczą i łamią, nie używając przy tym siły fizycznej. Oczywiście typ niebezpieczny (poważny) to jednostki, które mogą mordować, gwałcić, znęcać się fizycznie, jednak nie robią tego publicznie, a jedynie w czterech ścianach, natomiast dla otoczenia tworzą obraz idealnego człowieka. 


2. Psychopata jest chory psychicznie – MIT 

Jest to nieprawda. Psychopata jest zdrowy psychicznie, postępuje świadomie i racjonalnie, dokonuje decyzji oraz wyborów w pełni świadomie. To że czyni zło jest jego wyborem, a nie chorobą psychiczną. Więcej można przeczytać tutaj: Choroba a zaburzenie – dlaczego nazywanie psychopaty chorym nie jest dobre dla ofiary.


3. Spotkanie psychopaty to rzadkość, jest to prawie niemożliwe – MIT 

Jest to nieprawda. Psychopatów jest mnóstwo, i każdy człowiek w swoim życiu na pewno miał okazję spotkać jakiegoś, nawet w kolejce w sklepie. Oni żyją wśród nas i wyglądają tak jak inni, niczym się nie wyróżniają i nie noszą dzwoneczka na szyi.


4. Psychopata nie płacze – MIT

Jest to nieprawda. Psychopata może płakać na życzenie i potrafi wylewać z siebie litry łez, jeżeli widzi, że jest to dla niego korzystne. Łzy psychopaty to tzw. krokodyle łzy – udawane, fałszywe, sztuczne, jednak bardzo wiarygodne i chwytające za serce. Psychopata może odegrać przedstawienie o swoim wielkim cierpieniu, choćby po to, żeby ofiara się nad nim zlitowała i wtedy ma ją w garści.


5. Psychopata nie pomaga innym – MIT

Jest to nieprawda. Psychopata jak najbardziej może pomagać innym, często nawet pomaga, udziela się charytatywnie, robi zbiórki dla potrzebujących, pomaga rodzinie, chodzi na wywiadówki szkolne, robi zakupy itd. Ale wszystko to robi po coś, zawsze z myślą o korzyści własnej. Pomaganie innym to idealny sposób na ukrywanie się wśród ludzi, zdobywanie uznania i zaufania otoczenia – przecież ktoś z tak wielkim sercem nie mógłby znęcać się nad rodziną, prawda? Pomaganie ofierze to idealny sposób na uwikłanie jej, uzależnienie od siebie, kontrola – ofiara później z poczucia wdzięczności jest mu coś winna, on to wykorzystuje.  


6. Psychopata nie daje prezentów – MIT

Jest to nieprawda. Psychopata może dawać prezenty, i robi to oczywiście z egoistycznych pobudek. Jeżeli ofiara przyjmuje prezent, jest wdzięczna, a on ma nad nią władzę i kontrolę. W naszej kulturze nie ma nic za darmo. Przyjmując podarunek od psychopaty, dajesz mu do zrozumienia, że jesteś mu wdzięczna i on może teraz czegoś od Ciebie chcieć w zamian.


7. Psychopaci to tylko przestępcy i siedzą w więzieniach – MIT

Jest to nieprawda. Psychopata to jedno, przestępca to drugie – nie można mylić psychopatii z przestępczością. Niektórzy owszem (psychopata niebezpieczny), jednak większość nigdy tam nie trafi, ponieważ mają oni niezwykłą zdolność do balansowania na granicy prawa i bezprawia. Wiedzą jak oszukiwać, kłamać, nieetycznie postępować, żeby nie zostać złapanym. Nad ofiarami stosują przemoc psychiczną, emocjonalną, werbalną, której często nie da się udowodnić. Są przebiegli.


8. Psychopata to tylko seryjny morderca, gwałciciel – MIT

Jest to nieprawda. Większość psychopatów nie morduje i nie gwałci. Oczywiście są i tacy (niebezpieczni), lecz jest ich mniej. Głównie satysfakcję daje im obserwowanie ofiary, która jest wyniszczana psychicznie i emocjonalnie. Nie muszą jej nawet dotknąć, żeby zniszczyć. 


9. Psychopata nie ma rodziny: żony, dzieci – MIT

Jest to nieprawda. Psychopata dąży do tego, żeby mieć rodzinę. Powodów jest wiele: musi mieć ofiary, a najbliżsi są do tego idealni; musi mieć zbudowany fałszywy obraz i wizerunek doskonałego męża i ojca – dla otoczenia, żeby go lubiano i szanowano, wtedy trudniej uwierzyć, że ktoś taki może stosować przemoc w rodzinie. Większość problemów z psychopatami rozgrywa się właśnie w domach rodzinnych, prawdziwe piekło w czterech ścianach. Istnieje również teoria, że psychopata ma dzieci, ponieważ intuicyjnie chce przekazywać swoje geny.


10. Psychopata nie może być szefem, piastować wysokiego stanowiska – MIT

Jest to nieprawda. Większość psychopatów dąży do wysokich stanowisk, ponieważ pragnie władzy i kontroli. Według badań bardzo wiele jednostek o cechach psychopatycznych można spotkać na stanowiskach: szefów, dyrektorów, prezesów. Psychopatów ciągnie tam, gdzie można mieć kontrolę nad innymi, np. psycholog, ksiądz, policjant, prezes. 


To zaledwie kilka mitów o psychopatach. Tak naprawdę jest ich wiele, jednak te powyższe powinny zmienić sposób postrzegania psychopatów. Oni żyją wśród nas i pozornie są zwyczajni, wtapiają się w tłum, udają, że są tacy jak inni, obserwują ludzi i naśladują ich. Psychopaci sa wśród nas. 


***

Zródła:

1. R. D. Hare Pychopaci sa wśród nas

2. J. Fallon Mozg psychopaty

3. P. Babiak, R. D. Hare Psychopaci w firmie

4. Doświadczenie własne


18 kwietnia 2021

Depresja

  ZAKAZ KOPIOWANIA. TREŚCI BLOGA OBJĘTE PRAWAMI AUTORSKIMI

© Copyright by MilaM



Kiedyś usłyszałam niezwykle mądre słowa: „depresja to bardzo ciemne miejsce”. Tak, depresja to bardzo ciemne, samotne, smutne miejsce, odizolowane od reszty świata. Depresja to przede wszystkim choroba, której nie wolno bagatelizować, ponieważ może prowadzić do kolejnych poważnych chorób, a nawet do śmierci.

Miałam depresję kilka lat. Około 8 lat, może nieco krócej, może trochę dłużej. Na pewno kilka lat. 

W młodym wieku poznałam mężczyznę idealnego – kochającego, dobrego, czułego, wspierającego, uważnie słuchającego, tak zwaną bratnią duszę. Kogoś kto mnie akceptował taką jaka byłam i kto koił moje lęki, obawy, strach i ból niczym balsam, kto wypełniał moje braki i deficyty z dzieciństwa. Tak było przez pierwszy rok, później stopniowo i prawie niepostrzeżenie ten sam mężczyzna stawał się swoim przeciwieństwem: niekochającym, złym, nieczułym, niewspierającym, niesłuchającym człowiekiem o pustych oczach i braku ludzkich uczuć czy odruchów. Przemoc początkowo była rzadko, jeśli już to werbalna (słowna), jakieś prztyczki, komentarze, uwagi, krytyka – to co wcześniej we mnie uwielbiał zaczynało go drażnić. Z czasem było jej coraz więcej: emocjonalnej, psychicznej, werbalnej. Trwałam w tym, bo przecież mnie nigdy nie uderzył… co z tego, że codziennie mordował mnie psychicznie i emocjonalnie? Że z dnia na dzień gasłam, umierałam? Że straciłam całkowicie chęć życia? On mówił, że sama jestem sobie winna, a ja mu wierzyłam. Wina za wszystko spadała na mnie, on był doskonały. 

Wskutek chronicznego stresu i ciągłego napięcia rozwinął się u mnie zespół stresu pourazowego (PTSD), czy może nienaukowo nazwany zespołem stresu ponarcystycznego (PNSD), który mocno nasilił stany depresyjne. Umierałam coraz bardziej, przez kilka miesięcy coraz mniej jadłam, prawie nie spałam, leżałam i płakałam, a ból psychiczny rozdzierał mnie od środka na miliony kawałeczków. Tak, depresja niewidoczna dla oczu jest bardzo bolesna. Boli całe ciało w środku. Boli głowa, brzuch, wszystko… Tylko nikt tego nie widzi. Tego się nie da nikomu wyjaśnić. To jest indywidualny ból. Umierałam.

Kiedy mój stan zdrowia pogorszył się tak bardzo, że lekarz zasugerował mi oddział psychiatryczny, było już pewne, że bez leków się nie obejdzie. Przestraszyłam się, nie chciałam do szpitala. Wiedziałam, że mój psychopatyczny partner byłby usatysfakcjonowany, że doprowadził mnie do tak złego stanu. Na niego nie mogłam liczyć. Dostałam więc leki antydepresyjne oraz zwolnienie od psychiatry – żebym mogła odpocząć. Odpoczynek w depresji wyglądał tak, że nie jadłam, nie piłam, nie spałam, leżałam. Wtedy mój psychopatyczny partner mnie opuścił. Zostawił mnie, nie odbierał ode mnie, nie odpisywał, przestał się interesować. Znudziłam mu się, byłam bezużyteczna, ja-zabawka do kosza. Dla mnie chorej na depresję opuszczenie przez najbliższą osobę było ciosem. Pogorszył się jeszcze bardziej mój stan zdrowia. Tęskniłam za nim, nie mogłam bez niego żyć. Silne uzależnienie nie dawało mi spokoju. Napisał wtedy raz, kiedy błagałam go o kontakt. Był z inną, podobno wielce zakochany. Nie interesował go nawet stan mojego zdrowia. Zabił mnie wtedy po raz kolejny. Tortury psychiczne, wielki ból, depresja… i wielka samotność. Zostałam zupełnie sama w chorobie. Osamotniona w bardzo ciemnym miejscu. Czułam się duchowo martwa i czekałam aż nadejdzie fizyczna śmierć. Ale to nie było takie proste, ponieważ brak jedzenia, picia czy snu najpierw powoduje ból nie do opisania, później choroby, przynoszące coraz większy ból. Nie umiera się ot tak, na życzenie.

Było ciężko i strasznie, boleśnie i czarno, zupełnie beznadziejnie. Depresja jest w pewnym sensie chorobą mózgu, ponieważ polega na zaburzeniu równowagi w mózgu. Bez względu na to jak bardzo chce się wstać, choroba i tak przywiązuje do łóżka. W depresji głównie leżałam w samotności, nikt nie dzwonił, nie pytał, nie interesował się. Byłam bezużyteczna i niepotrzebna światu. 

Przeleżałam wiele tygodni, czasem na łóżku, a czasem na podłodze, zwijałam się z bólu. Byłam na samym dnie. Jednak po pewnym czasie braku kontaktu z moim P – pomimo że na początku uzależnienie mnie wyniszczało – zaczęłam czuć się lepiej. Bez niego wracałam do zdrowia. Wzięłam wtedy sprawy w swoje ręce i postanowiłam, że wyjdę z choroby. Trwało to długo, ale udało się. Małymi krokami, robiłam postępy, później wielki krok w tył, żeby za jakiś czas znów zrobić drobny postęp. Po około 2 latach własnej pracy nad sobą, kilku terapii, konwencjonalnych oraz niekonwencjonalnych metod leczenia wyszłam z depresji i mogłam żyć bez leków antydepresyjnych. Dziś jestem szczęśliwą kobietą, czego życzę i Tobie. 

Można wyjść z depresji. Tak samo jak można wyleczyć raka czy inne poważne choroby. Depresja to rak duszy. Możesz z tego wyjść. Możesz żyć bez faszerowania lekami. Życie może być piękne i spokojne. Tylko podstawowe zasady to: brak kontaktu z oprawcą (zero znaczy zero), dobra terapia, skupienie na sobie oraz praca własna, aktywność fizyczna plus zdrowe odżywianie, nawadnianie organizmu, pozytywne nastawienie i wysyłanie pozytywnej energii (to co wyślesz światu, to później do Ciebie wróci). Ja tak robiłam, trochę to trwało, było trudno, ale warto było, ponieważ traumatyczne i przemocowe wydarzenia z przeszłości zaprowadziły mnie do dzisiejszej mnie – naprawdę fajnej kobiety, którą bardzo lubię.